Wojciech Ryczer climbing, travel & mountain photographyrajczer@gmail.com

Filar Ganku

 

Kilka słów o pogodzie i warunkach:

Podejście po betonie. Le Mans. Rynna Birkenmajera – alpejski firn. Nürburgring. W ścianie za to sporo śniegu – deszcz, który zbetonił dolinę oraz wyrzeźbił Rynnę Birkenmajera zostawił od jakichś 1800 m npm w ścianie niezły syf. Słyszeliśmy to i owo, ale warunkami w ścianie, oczywiście… byliśmy niemile zaskoczeni. Dodatkowo około południa zaczęło padać wbrew meteo, które przewidywało pancer lampę. Okaże się potem, że pani chmurka postanowiła przesunąć ją na dzień kolejny.

 

Relacja:

Start z Łysej punktualnie o 2 rano. Pod ścianą o 6:45.

Michał przebiegł Rynnę Birkenmajera, oraz dwa skalne wyciągi powyżej. Wyciągi dość czujne. Niestety z Maćkiem zachowywaliśmy się jak zółtodzioby, irytując się zbyt szybko upływającym czasem. Michał wydawał się zbytnio zrelaksowany. Na tym etapie dało się odczuć lekkie niedostrojenie partnerskich fal… później było już w normie, najwyraźniej pogodziliśmy się z faktem, że lekko nie będzie…

Maciek podprowadził nas na Niżni Gankowy Przechód. Niestety, zapewne pod wpływem spiny na tempo, zrezygnował z podążania grzbietem filara… zszedł z Pośredniego Gankowego Przechodu trójkowymi trawersami w prawo, podążając finalnie mniej więcej dwa wyciągi pod ostrzem filara. Wyżniego Gankowego Przechodu nie odwiedziliśmy.

Około 14: 30 przejąłem prowadzenie. Wydawało się mi, że jesteśmy pod kopułą szczytową. W rzeczywistości byliśmy jednak dwa wyciągi niżej, pod na oko czwórkowymi płytami znajdującymi się poniżej kopuły (orograficznie poniżej, oraz po lewej stronie kopuły). Wtedy też dosłownie zinterpretowałem schemat Paszcza oraz opis wyciągu 15. z drytooling.pl. W efekcie tej podwójnej pomyłki (złe miejsce startu i dokładna realizacja schematu, a teren zgadzał się ze schematem…) jednym wyciągiem doprowadziłem nasz zespół pod Wariant Waloszczyka. Cóż, domyślaliśmy się, że oraz co jest nie tak, postanowiliśmy jednak cisnąć ‘jak puszcza’.

Poprowadziłem pierwszy wyciąg komina wariantu Waloszczyka, wyciąg lodowy w warunkach ‘mało lodu’. Było czujnie, asekuracja z rzadka, co 10m, ale dało radę, choć utrzymanie psyche kosztowało trochę wysiłku. Wycena z lodem miałaby około WI4+/WI5, a tak bez lodu to w sumie jakieś VI+ R. Stan z jedynki i dobrej kości, osadzonej cztery metry nad stanem oraz przedłużonej liną – przelot i podwójna wyblinka. Ściągnąłem chłopaków ostrzegając, że stan delikatny. W trakcie ściągania dobiłem jeszcze knife’a, zdając sobie sprawę z jego mizerności.

Kolejny wyciąg to miało być krótkie wyjście z komina. Kompletny brak lodu na tym odcinku. Prowadziłem. Minąłem ‘stanowiskową’ kość (zamienioną powtórnie w przelot), następnie kilka metrów wyżej wbiłem knife’a i wszedłem w wywieszający i wypychający fragment komina. Nogi na tarcie, dziaby w rzadkich odstrzelonych niestabilnych przyklejonych blokach… i typowy dla trudnego drytoola… zaskakująco długi lot z zaskoczenia. Bolesny, z wyrwaniem topowego haka, odbijaniem od ścian komina, wprost w stan. Lądowanie na kolana na szczęście w śnieg. Przelotowa, pierwsza pancer-kość nad stanem nie zapracowała, choć liny było na styk, wypadł natomiast dobity stanowiskowy knif’e, prawdopodobnie dlatego, że w niego uderzyłem.

Zastanawialiśmy się przez chwilę, czy dzwonić po śmigło. Stwierdziliśmy jednak, że jeśli miałoby przylecieć to kolejnego dnia – właśnie zapadał zmrok. Mimo stłuczeń postanowiłem kontynuować prowadzenie między innymi z obawy, że po oczekiwaniu na stanie będę mieć problemy ze startem.

Dwie kolejne próby, delikatne, z racji ograniczonej mobilności prawego biodra zmierzały ku obejściu wyjścia z komina. Po dwóch blokach – wyważany w trawersie, stopnie na tarcie, słabe placementy na dziaby – poprosiłem o opuszczenie do stanu. Trzecia próba udana.  Z wysiłków urodziło się ‘szemrane’ RP bez rozwiązywania oraz ściągania liny z trzech pierwszych przelotów, choć akurat ten odcinek był poza trudnościami. Obejście za M6+/7, lub VII+ w zimowo-tatrzańskiej. Asekuracja średnia, ale i tak lepsza niż na wyciągu poprzednim.

Pod koniec prowadzenia chłopaki na stanie zorientowali się, że mamy skasowaną jedną z żył. Obciążony podczas patentowania hak (a nie był to wtedy hak najwyższy) wyrwał kamień, który uszkodził ją tak, że zostały tylko trzy nitki z rdzenia. Uszkodzenie kilkanaście metrów od końca….

Prowadzenie przejął Maciek, który sprawnie trzema wyciągami o trudnościach około III doprowadził na wierzchołek Ganku. Godzina dwudziesta. Grań przepiękna, ostra, stroma, z niewielkimi nawisami. W dalszym ciągu mocno sypało, więc zastanawiamy się, czy aby na pewno schodziliśmy z Gankowej Przełęczy… Potem okazało się, że miałem przy sobie fototopo… oraz, że wystarczyło na nie spojrzeć by potwierdzić obecność charakterystycznych turni na przełęczy.

W Schronie w Popradzkim Plesie byliśmy o 24:30. Kilka razy korzystaliśmy z kompasu, natomiast od progu Dolinki Rumanowej podążaliśmy po śladach. Kolejny dzień to lampa, wyleżakowywanie siniaków oraz oczekiwanie na transport na Łysą Polanę – skorzystaliśmy z uprzejmości Piotrka Kłosowicza, zjeżdżającego do PL. Dzięki Piotrek!

 ***

Reperkusje lotu. Na szczęście wyszły z tego tylko stłuczenia biodra i kolan, oraz lekkie stłuczenie wątroby. Kije trekkingowe, zabrane pod kątem oszczędzania kolan na podejściu bardzo ułatwiły zejście… tak na otarcie łez.

 

Postscriptum, kilka słów dosłanych przy okazji :

eee tam
dobrze było. Moim zdaniem takie wyrypy z przygodami są najpiękniejsze
i najmilej się je wspomina – nie ma to jak popieprzyc drogę :D
wyzylowanie czasu, dobry styl Ci tego nie da :p tak naprawdę
sprawdzasz samego siebie dopiero wtedy gdy coś zaczyna iść nie tak.

 ***

Relacja Maćka: http://maciekostrowski.blogspot.de/2014/01/filar-ganku.html

 ***

Team :

Michał Kasprowicz

Michał Kasprowicz. 3:45, podczas podejścia

Maciek Ostrowski

Maciek Ostrowski, 7:05. Start w Rynnę Birkenmajera.

 

Wojtek Ryczer, fot Michał Kasprowicz

Wojtek Ryczer, fot Michał Kasprowicz. Schron w Popradzkim Plesie. Dzień kolejny.

  ***

Wieczór dnia kolejnego :

Filar Ganku. Dzień zejściowy.

Popradzkie pleso. Dzień zejściowy.

Comments are closed.